Biblia a Chrześcijanie czyli o kamieniu młyńskim...dodane: 2011-04-17 23:41:05 ostatnia zmiana: 2012-01-18 22:35:59
Od dłuższego czasu zaczęła do mnie docierać ciekawa rzecz. Kiedy czytam Biblię, nic mi w niej nie przeszkadza, natomiast gdy słucham Chrześcijan wypowiadających się w odniesieniu do niej, to mnie za przeproszeniem szlag trafia. Wygląda na to, że nawet te najinteligentniejsze grupy Chrześcijan dają się zwieść i błądzą krętymi ścieżkami rozmyślań i wysnuwania własnych wniosków. Z jednej strony apelują, że prawda jest w Biblii, że nie należy kierować się niedoskonałym ludzkim rozumem, lecz prosić Boga o zrozumienie, a tak w praktyce, to zdecydowana większość Chrześcijan interpretuje Biblię za pomocą własnego rozumu, opierając się na domniemaniu swojej mądrości, wiedzy i doświadczenia, co sprowadza rozumienie treści biblijnych do dostosowania ich do własnych poglądów, które w oparciu o swoją mądrość i wiedzę, wydają się najsłuszniejsze (czy też najmniej niesłuszne ;P). Tak, mam tu na myśli również (albo przede wszystkim) duchownych i pozostałe autorytety (także świeckie) Niektórzy twierdzą, że symbolika i przenośnia znajduje się jedynie w konkretnych fragmentach Biblii, a jednak w wielu wypadkach, jeżeli pojawiają się pewne nieścisłości, to znajdują jakieś fakty, które uzasadniają nawet zlekceważenie/pominięcie pewnych aspektów zawartych w treściach biblijnych. Zdarza się, że radzi się wiernym, by samodzielnie badali Pismo Święte, a jednak, jeśli ktoś dochodzi do innych wniosków, niż powszechnie przyjęte, to rozpoczyna się dyskusja, oczywiście na argumenty. Argumenty na fundamencie ludzkiej mądrości, wiedzy i doświadczenia. I tu pada pytanie: skąd wiemy, że nasze (ich) wnioski wypływają z Ducha Świętego? A może nasza (ich) pewność bycia poddanym Duchowi Świętemu jest w rzeczywistości tkwieniem w pułapce zwiedzenia? Analizując relacje między snem a rzeczywistością, zaobserwowałem, że jeśli tylko praca mózgu przebiega w inny sposób niż zwykle, to każda brednia może stać się dla nas czymś oczywistym tak, że nawet nie zwrócimy na to uwagi. Wobec tego nasza pewność, że wszystko jest logiczne i spójne może być czysto urojona z powodu zasadzki niecnych sił zła. A największym problemem grzechu jest to, że tak na prawdę nie wiemy co jest dobre, a co złe. Istnieje więc możliwość, że to czego odradza się (zabrania) robić, może być dopuszczalne podczas, gdy wiele rzeczy wręcz zalecanych czy aprobowanych, może być właśnie przerażającą rzeczą. Tego nie wiemy, bo nasze umysły są zakłócone, nasza interpretacja dobra i zła zaburzona, a będąc z natury złymi, oczywiste jest, że będziemy z beztroską łatwością uważać zło za dobro i vice versa. Do czego więc zmierzam? Nie podam żadnej zaskakującej odpowiedzi, bo jej po prostu nie znam. Gdybym ją znał, tak naprawdę zaprzeczyłbym wszystkiemu co wyżej napisałem. Czy mogę coś poradzić? Zgodnie z powyższym przekazem, nie zrobię tego, bo także bym sobie zaprzeczył. Wobec tego siłą rzeczy, ta wypowiedź nie może mieć ani puenty, ani podsumowania, ani zakończenia. Bez odbioru. Dodaj komentarz
|
|